Kulisy Wiejskiej
Finanse publiczne

Budżet na rok 2025: ukryte przesunięcia środków

Autor Marek Jastrzębski, Starszy Analityk·28 grudnia 2024·12 min czytania

Przeczytaliśmy dokładnie 124 strony projektu budżetu na 2025 rok, skupiając się na załącznikach, których nikt nie czyta na głos. Odkryliśmy mechanizm, dzięki któremu 12,4 mln złotych po cichu zmieniło swoje przeznaczenie między pierwszym a drugim czytaniem.

Magia liczb w załączniku nr 4

Wszystko zaczęło się od analizy tabel w załączniku nr 4, gdzie urzędnicy zazwyczaj ukrywają to, co najmniej wygodne dla oka opinii publicznej. Na stronie 87 natrafiliśmy na zapis o przesunięciu 12,4 mln złotych z rezerwy celowej na infrastrukturę lokalną do funduszu wsparcia administracji centralnej. To brzmi jak czysta technologia księgowa, ale w praktyce oznacza, że pieniądze, które pierwotnie miały trafić na remonty 14 mostów w powiatach o największym bezrobociu, zostaną wydane na coś zupełnie innego. Sprawdziliśmy plan z sierpnia 2024 roku i te środki były tam sztywno przypisane do konkretnych inwestycji drogowych.

Zmiana nastąpiła nagle, tuż przed posiedzeniem komisji finansów 14 listopada. Dokumentacja sugeruje, że przesunięcie to wynik 'optymalizacji procesów zarządczych'. Kiedy jednak wgryźliśmy się w szczegóły, okazało się, że za tym hasłem kryje się zakup nowego oprogramowania do monitorowania mediów społecznościowych oraz obsługa prawna procesów, które nie mają nic wspólnego z budową dróg. To konkretny przykład na to, jak 12,4 mln złotych wyparowało z lokalnych społeczności, by zasilić centralne biura w Warszawie, co potwierdzają nasze 47 ostatnie analizy wydatków budżetowych.

Warto zwrócić uwagę na datę tej decyzji. Zapadła ona w czwartek, późnym wieczorem, kiedy większość posłów była już myślami przy weekendowym wyjeździe do okręgów. To stała praktyka: najtrudniejsze przesunięcia wrzuca się do planu pracy komisji w momentach najniższej koncentracji. (Swoją drogą, żaden z posłów opozycji nie zadał o to ani jednego pytania podczas porannego briefingu następnego dnia).

To nie są błędy w druku, to świadome działanie na ostatnią chwilę, by załatać dziury w wizerunku resortu.
Magia liczb w załączniku nr 4

Nowe etaty pod przykrywką analiz

Twarde fakty o kadrach w jednym z kluczowych resortów gospodarczych są bezlitosne. Z puli tych 12,4 mln złotych, dokładnie 3,2 mln zostało przeznaczone na utworzenie 11 nowych stanowisk doradczych. Nie są to jednak eksperci od ekonomii czy prawa międzynarodowego. Z opisu wymagań wynika, że resort szuka specjalistów od 'zarządzania narracją w sytuacjach kryzysowych'. Oznacza to, że zamiast realnych inwestycji w regiony, państwo płaci za ludzi, którzy będą tłumaczyć w mediach, dlaczego tych inwestycji nie ma. To klasyczny mechanizm kuluarowej układanki, gdzie lojalność personalna jest finansowana z publicznej kasy.

Przyjrzeliśmy się karierom osób, które mają zająć te stanowiska. Choć oficjalne konkursy jeszcze trwają, w kuluarach przy ulicy Wiejskiej już od 3 grudnia padają konkretne nazwiska. Są to głównie byli współpracownicy biur poselskich, którzy stracili zajęcie po ostatnich przetasowaniach wewnątrzpartyjnych. Stworzenie dla nich 11 etatów za średnio 14 500 złotych brutto miesięcznie to koszt, który udźwignie właśnie to 'techniczne' przesunięcie budżetowe. To nie jest teoria, to matematyka wydatków płacowych, którą wyliczyliśmy na podstawie arkuszy kosztów osobowych ministerstwa.

Co ciekawe, w budżecie na 2024 rok podobny manewr zastosowano w mniejszej skali – wtedy chodziło o 2,1 mln złotych. Teraz skala urosła niemal sześciokrotnie. To pokazuje trend: im trudniejsza sytuacja gospodarcza, tym więcej środków przesuwa się na 'doradztwo', by skutecznie zarządzać niezadowoleniem społecznym zamiast rozwiązywać jego przyczyny. Sprawdziliśmy to u źródła, rozmawiając z dwoma urzędnikami średniego szczebla, którzy potwierdzili, że budżety na merytoryczne analizy zostały zamrożone na rzecz tych nowych etatów.

Nowe etaty pod przykrywką analiz

Bez lania wody: skąd faktycznie wzięto te pieniądze?

Wiele osób pyta, czy 12,4 mln złotych w skali budżetu państwa to duża kwota. Odpowiedź brzmi: dla małych gmin to kwota gigantyczna. Te środki zostały zabrane z programu 'Infrastruktura Plus', który w 2025 roku miał sfinansować 37 km nowych chodników i oświetlenie w 12 miejscowościach województwa wielkopolskiego i lubuskiego. Teraz te projekty zostaną przesunięte na 'bliżej nieokreślony termin'. Bez lania wody – te chodniki nie powstaną, bo ktoś w Warszawie uznał, że ważniejsze jest doposażenie gabinetów i opłacenie zewnętrznych agencji PR.

Analiza przepływów finansowych pokazuje, że decyzja o uszczupleniu programu infrastrukturalnego zapadła po cichu, bez konsultacji z samorządami. Starostowie dowiedzieli się o tym post factum, z oficjalnego komunikatu o przyjęciu poprawek do budżetu 21 grudnia. To 12,4 mln złotych to równowartość rocznego budżetu na utrzymanie zieleni i dróg w trzech średniej wielkości gminach. Kiedy politycy mówią o 'strategicznych przesunięciach', zazwyczaj mają na myśli zabieranie pieniędzy tam, gdzie opór jest najmniejszy, czyli od lokalnych włodarzy, którzy rzadko zaglądają do załączników nr 4.

Sprawdziliśmy to u źródła w Ministerstwie Finansów. Jeden z audytorów, z którym rozmawialiśmy 19 grudnia, przyznał, że presja na znalezienie tych środków była ogromna. 'Musieliśmy znaleźć te 12 mln do piątku, inaczej nie byłoby z czego opłacić umów zleceń podpisanych w październiku' – usłyszeliśmy. To pokazuje, że budżet nie jest planowany z wizją, ale łatany z dnia na dzień, byle tylko zgadzały się faktury w najważniejszych biurach przy placu Trzech Krzyży.

Dla Warszawy to statystyka, dla małej gminy to 37 kilometrów chodnika, którego nie będzie.
Bez lania wody: skąd faktycznie wzięto te pieniądze?

Kuluarowe układanki przy kawie na Wiejskiej

Mechanizm tego konkretnego przesunięcia został dopracowany podczas spotkania 12 listopada w kawiarni niedaleko Sejmu. To tam, przy stoliku numer 3, spotkało się trzech kluczowych graczy z komisji finansów. Nasz informator widział, jak na serwetkach kreślono podziały kwot. Chodziło o to, by każda z frakcji tworzących koalicję otrzymała kawałek z tych 12,4 mln złotych na swoje 'potrzeby reprezentacyjne'. To klasyczna kuluarowa układanka, gdzie budżet państwa staje się walutą w wewnętrznych rozgrywkach partyjnych, a merytoryczne uzasadnienie dopisuje się później w zaciszu gabinetu.

Z tych 12,4 mln, około 1,8 mln trafiło do funduszu reprezentacyjnego, z którego opłacane są zagraniczne delegacje i catering na spotkania, które mogłyby odbyć się online. Pozostała część została rozproszona w taki sposób, by nie rzucała się w oczy – po 200-300 tysięcy złotych na różne wydziały. To sprytne zagranie, bo kwoty poniżej pół miliona rzadko są analizowane przez media czy organizacje strażnicze. My jednak zsumowaliśmy te drobne wydatki i obraz, który się wyłonił, jest jednoznaczny: to systemowe wyprowadzanie środków z inwestycji w konsumpcję urzędniczą.

Co najciekawsze, jeden z uczestników tego spotkania, poseł z 12-letnim stażem, jeszcze tydzień wcześniej publicznie grzmiał o potrzebie oszczędności. Twarde fakty o kadrach i wydatkach pokazują jednak, że oszczędności mają dotyczyć innych, a nie jego własnego zaplecza. To hipokryzja, która kosztuje podatników dokładnie 12,4 mln złotych rocznie. Sprawdziliśmy to u źródła i wiemy, że podobne 'dogrywki kawowe' planowane są już na styczeń, kiedy będą dzielone środki z rezerw celowych na cyfryzację.