Rozłam w partii 'Nowy Świt' – co dalej?
Zaczęło się od kłótni o trzecie miejsce na liście w Radomiu, a skończyło na nagłym wyjściu czterech osób z klubu parlamentarnego. Sprawdziliśmy to u źródła – to nie była walka o wielkie idee, tylko o przetrwanie w politycznej kuluarowej układance, gdzie liczy się każdy oddany głos i każda obiecana funkcja.
Bitwa o radomską listę
Konflikt nabrał tempa 14 listopada, kiedy w biurze przy ulicy Żeromskiego w Radomiu doszło do zamkniętego spotkania zarządu regionalnego. Andrzej Baryła, poseł z ośmioletnim stażem, dowiedział się, że jego nazwisko spadło z pewnej 'dwójki' na niepewne piąte miejsce. Decyzja zapadła bez konsultacji z dołami partyjnymi, co wywołało natychmiastową furię. Baryła przez 3.2 godziny próbował dodzwonić się do lidera partii, ale telefon milczał. To był jasny sygnał, że centrala postawiła na kogoś innego – młodszego działacza z Warszawy, który przywiózł ze sobą obietnice finansowania kampanii z niejasnych źródeł.
W kuluarach Sejmu od dawna szeptano o tym, że 'Nowy Świt' ma problem z płynnością finansową. Potwierdzają to twarde fakty o kadrach: w ciągu ostatnich 11 miesięcy z biura krajowego odeszło 7 doświadczonych księgowych. Baryła, czując pismo nosem, zaczął montować koalicję niezadowolonych. Dołączyli do niego Małgorzata Szczęsna, Dariusz Kruk oraz Monika Leśniak. Każde z nich miało podobny problem – zostali wypchnięci z kół decyzyjnych przez ludzi kojarzonych z nowym skarbnikiem ugrupowania. To nie były kłótnie o program rolny czy reformę sądów, ale brutalna walka o to, kto znajdzie się na biorącym miejscu w nadchodzących wyborach.
Sytuacja zaogniła się 23 listopada, gdy do sieci wyciekł screen z wewnętrznej grupy na komunikatorze Signal. Widać było na nim, jak jeden z doradców lidera partii wprost sugeruje, że 'starą gwardię trzeba wyciąć, bo blokuje świeży kapitał'. Dla Baryły i jego grupy to był moment zwrotny. Zrozumieli, że ich lojalność budowana przez 6 lat nie ma już żadnej wartości rynkowej. Bez lania wody można powiedzieć, że zostali potraktowani jak zużyte narzędzia, co w polityce zdarza się często, ale rzadko na taką skalę w tak krótkim czasie.
To nie była walka o wielkie idee, tylko o przetrwanie w politycznej kuluarowej układance.

Matematyka sejmowej większości
Odejście 4 posłów to dla klubu 'Nowy Świt' potężny cios, który zmienia układ sił w dwóch kluczowych komisjach parlamentarnych. Sprawdziliśmy to u źródła: partia traci przez to większość w komisji gospodarki, co blokuje 12 ustaw czekających na procedowanie od września. Dariusz Kruk, który do tej pory pilnował tam dyscypliny głosowań, zabrał ze sobą nie tylko mandat, ale też wiedzę o tym, jak ominąć poprawki opozycji. Teraz te same mechanizmy mogą zostać wykorzystane przeciwko jego byłym kolegom z ław poselskich. To czysta matematyka, która boli najbardziej w środku tygodnia sejmowego.
W hotelu poselskim atmosfera stała się gęsta. Rozmowy przy porannej kawie w barze 'Za drzwiami' ograniczają się do liczenia szabel. Jeden z asystentów Moniki Leśniak przyznał anonimowo, że w ciągu jednej nocy odebrali 47 telefonów z propozycjami powrotu, w tym obietnice stanowisk wiceministrów w przypadku wygranej. Jednak determinacja rozłamowców jest duża. Mają dość bycia pionkami w grze, w której zasady zmieniają się co 14 dni, zależnie od tego, co pokaże najnowszy sondaż zamówiony przez centralę u zaprzyjaźnionej agencji marketingowej.
Ciekawym wątkiem jest postawa mniejszych koalicjantów. Dwie mniejsze partie, które do tej pory trwały przy 'Nowym Świcie', zaczęły wysyłać sygnały o 'potrzebie rewizji umowy'. To klasyczny efekt domina. Gdy 4 osoby pokazują, że lider jest słaby, inni zaczynają sprawdzać wytrzymałość swoich łańcuchów. (Swoją drogą, jeden z posłów zostawił notatki z planem ucieczki w sejmowej kawiarni, co tylko przyspieszyło oficjalne ogłoszenie decyzji). Bez lania wody, stabilność całego bloku wisi teraz na 3 głosach, które w każdej chwili mogą zmienić stronę.
Kuluarowe układanki za zamkniętymi drzwiami
Spotkanie w restauracji na warszawskim Powiślu, które odbyło się 3 stycznia, miało być ostatnią próbą zażegnania kryzysu. Lider 'Nowego Świtu' zaproponował Baryle tekę ministra bez teki w przyszłym gabinecie cieni, ale oferta została wyśmiana. Rozmowy trwały do 2:14 w nocy i zakończyły się trzaskaniem drzwiami. Baryła wyszedł z lokalu z teczką, w której znajdowały się twarde fakty o kadrach – lista 83 działaczy lokalnych, którzy są gotowi rzucić legitymacjami w geście solidarności. To nie jest już tylko rozłam na górze, to pęknięcie struktur w 11 województwach.
Szczególnie niepokojąca dla partii jest sytuacja w województwie świętokrzyskim. Małgorzata Szczęsna, która budowała tam struktury od 2018 roku, zabrała ze sobą bazy kontaktów i klucze do lokalnych biur. W Kielcach 23 asystentów społecznych odmówiło dalszej pracy dla 'Nowego Świtu', co sparaliżowało działalność terenową na co najmniej 4 miesiące. Centrala w Warszawie próbuje teraz naprędce łatać dziury, wysyłając tam ludzi, których nikt w regionie nie zna i którym nikt nie ufa. To recepta na wyborczą katastrofę w regionie, który dawał im do tej pory najwięcej głosów.
Warto zwrócić uwagę na to, jak na te ruchy reaguje rynek polityczny. Inne ugrupowania nie rzuciły się jeszcze z ofertami do 'czwórki Baryły'. Wszyscy czekają, aż opadnie kurz. To wyrachowana gra. Nowi posłowie niezależni są cenni, ale nikt nie chce psuć sobie relacji z liderem 'Nowego Świtu' zbyt wcześnie. Na razie cała czwórka utworzyła koło poselskie 'Sprawiedliwy Dialog', co daje im dostęp do konwentu seniorów i prawo do zabierania głosu w debacie plenarnej. To wystarczy, by przez najbliższe 156 dni skutecznie zatruwać życie swojemu byłemu szefowi.
W ciągu jednej nocy odebrali 47 telefonów z propozycjami powrotu, w tym obietnice stanowisk wiceministrów.

Prognozy na najbliższe 90 dni
Najbliższe 3 miesiące będą dla 'Nowego Świtu' czasem próby ognia. Jeśli nie uda im się odzyskać choć dwóch uciekinierów, stracą wpływ na obsadę zarządów w 3 spółkach celowych, co odetnie ich od nieformalnego wsparcia logistycznego. To kuluarowe układanki, o których nikt nie mówi głośno, ale każdy o nich wie. Finansowanie partii z samych składek, które w ostatnim kwartale spadły o 31%, nie wystarczy na opłacenie kampanii bilbordowej. Już teraz widać oszczędności – w biurze głównym wyłączono klimatyzację, a flota samochodowa została zredukowana o 5 pojazdów.
Eksperci od marketingu politycznego, z którymi rozmawialiśmy, sugerują, że jedynym ratunkiem jest ucieczka do przodu i radykalna zmiana narracji. Problem w tym, że ludzie, którzy zostali u boku lidera, to głównie urzędnicy bez charyzmy, którzy boją się podjąć jakąkolwiek decyzję bez zgody góry. Twarde fakty o kadrach są nieubłagane: średnia wieku doradców wzrosła do 64 lat, co kompletnie odcina partię od młodszego elektoratu. Tymczasem grupa Baryły celuje właśnie w tych, którzy czują się oszukani przez 'betonowanie' list wyborczych.
Podsumowując, rozłam w 'Nowym Świcie' to nie incydent, a wynik wieloletnich zaniedbań i buty liderów. Przez 6 lat ignorowano sygnały z dołów, aż w końcu 4 osoby postanowiły powiedzieć 'sprawdzam'. Skutki tego ruchu będą odczuwalne aż do najbliższych wyborów parlamentarnych. Czy partia przetrwa? Prawdopodobnie tak, ale jako cień samej siebie, zajęta wewnętrznymi polowaniami na czarownice zamiast realną polityką. My będziemy dalej sprawdzać to u źródła, bo korytarze sejmowe mają jeszcze wiele do opowiedzenia w tej sprawie.


